|

Dzień Wszystkich Wiernych Zmarłych

Mieszkanie w domu Ojca

Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Po tych słowach wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o Ciało Jezusa. Zdjął Je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężów w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” (Łk 23,45-46.50.52-53;24,1-6a).

Przez dwa ostatnie lata Dzień Zaduszny spędzam w rodzinnych stronach w Polsce. W modlitewnym nastroju spaceruję alejkami parafialnego cmentarza w Majdanie Sopockim na Roztoczu. Tak wielu woła do mnie pomnikowymi napisami, a najgłośniej z pomnika moich rodziców. Cudowny dar ich życia został zamknięty między dwoma datami. Tu już nic się nie zmieni, a życie zamknięte między tymi datami powraca do mnie cudownymi jego kolorami. I chociaż ta piosenka napisana jest z innej okazji, to jednak coraz donośniej, w formie trochę przewrotnej właśnie w tym miejscu pobrzmiewa jej refren: „Tu jest nasze miejsce / Tu mamy ciasny / Ale własny kąt / Tu jest nasze miejsce / Tu jest nasz dom”. Ten dom odnajdujemy nie w czeluściach grobu, ale między datami urodzenia i śmierci wykutymi na granitowych płytach nagrobnych. Krzyż postawiony na grobie poszerza ten dom. Bo Ten, który umarł na krzyżu i zmartwychwstał zapewnił nas: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce”.

W takim duchu łatwiej mi przeżywać Dzień Zaduszny w moich rodzinnych stronach niż w Nowym Jorku, gdzie te święta mają pogański prolog w postaci halloweenowych dekoracji i przebierańców. Niby ma to być zabawa. Wolę jednak takie zabawy w innym czasie. Nie wtedy, gdy trzeba poważnie pomyśleć o życiu, śmierci i wiecznym zbawieniu. A ponadto warto nieraz przekroczyć bariery zabawowe Halloween i sięgnąć do ich korzeni, aby zdać sobie sprawę, że tak nieświadomie uczestniczymy w kultach pogańskich. Około dwa tysiące lat temu Celtowie 1 listopada obchodzili święto „Samhain”, które wyznaczało koniec lata i początek jesieni. Celtowie byli pewni, że dzień wcześniej, czyli 31 października, duchy zmarłych wracały na ziemię, by odwiedzić swoich żyjących krewnych. Aby uchronić się przed duchami, ludzie zostawiali na progach swoich domów jedzenie oraz wino. Dodatkowo, by uniknąć spotkania z duchami twarzą w twarz, zakładali maski lub malowali twarze, by duchy ich nie rozpoznały.

Także polskie cmentarze w przeciwieństwie do nowojorskich stwarzają szczególną atmosferę do refleksji nad życiem, które „zmienia się, ale się nie kończy”, jak mówią katolickie obrzędy pogrzebowe. Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych jest nieodłącznie związane z nawiedzeniem cmentarzy. Z dzieciństwa pamiętam drogę na parafialny cmentarz. Szedłem przez szare pola zamarłej przyrody, mijałem ogołocone drzewa, w gałęziach których jesienny wiatr wygrywał smętne melodie. Zamierająca przyroda była jednym z elementów przygotowania na spotkanie z cmentarną rzeczywistością. Jesienne chryzantemy na grobach, blade płomyki zniczy nagrobnych drżące na chłodnym wietrze, zapach zielonej jedliny wymieszany z zapachem palących się świec, szept modlitw wzbijający się ku niebu mówiły, że w tym przemijaniu jest nadzieja. Pełni miłości do naszych zmarłych delikatnie układamy kwiaty na ich grobach. Ronimy łzy. I nie jesteśmy tak do końca pogodzeni z ich odejściem. Nasze myśli uczepiają się nagrobnych krzyży, które mówią o bólu i rozstaniu, ale przede wszystkim są znakiem naszego zmartwychwstania i spotkania z tymi, którzy wcześniej odeszli do Pana.

W tej scenerii łatwiej jest dostrzec pomnik z niewidzialnym napisem: „Uważaj, przyjacielu, gdy mnie mijasz. Jaki jesteś teraz, taki byłem ja. Jaki ja jestem teraz, taki będziesz wkrótce ty, przygotuj się na to”. Brzmiałoby to okrutnie, gdy nie było dopełnienia, które odnajdujemy w Ewangelii zacytowanej na wstępie tych rozważań. Pośród spektakularnych zjawisk przyrody, umierający na krzyżu Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Po tych słowach skonał i został złożony w grobie. Po trzech dniach, w pierwszy dzień tygodnia niewiasty przyszły do grobu. Kamień grobowy był odsunięty, a Jezusa nie było w grobie. Gdy tak stały bezradne i zlęknione nagle stanęło przed nimi dwóch mężów w lśniących szatach, którzy powiedzieli do nich: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał”

Ten, który zmartwychwstał wcześniej powiedział do uczniów: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”. Jezus głosi, że istnieje przyszłość. Przeszedł przez wrota cierpienia i krzyżowej śmierci, by powrócić i powiedzieć, że jest światło, jest miłość i radość, że istnieje życie przekraczające nasze wyobrażenia, o którym św. Paweł mówi: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go miłują”. W szczególny sposób pamiętamy o tym w Dzień Zaduszny, gdy modlimy się za naszych zmarłych, którzy w drodze do nieba przechodzą jeszcze oczyszczenie, które nazywany czyśćcem, aby nieskalanymi stanąć przed Bogiem. 

Wspomnienie Wiernych Zmarłych zapoczątkował opat w Odilon z Cluny w roku 998 w klasztorach benedyktyńskich. Po czym inne klasztory przejęły te obrzędy, a następnie zostały one przyjęte przez różne diecezje i w końcu przez cały Kościół i są kontynuowane nieprzerwanie do dziś. Kościół naucza, że dusze sprawiedliwych, które opuściły ten świat ze skazą grzechu powszedniego, pozostają przez pewien czas w miejscu pokuty zwanym czyśćcem, gdzie odpokutowują karę za popełnione grzechy. Nawet jeśli uzyskano odpuszczenie grzechów, należy zadośćuczynić Bogu na tym świecie lub w przyszłym. Kościół naucza, że dusze cierpiące w czyśćcu doznają ulgi dzięki wstawiennictwu świętych w niebie i modlitwom wiernych na ziemi. Modlitwa za zmarłych jest zatem aktem miłości i pobożności oraz obowiązkiem dla chrześcijanina. W Drugiej Księdze Machabejskiej czytamy: „Myślą świętą i zbawienną jest modlić się za zmarłych, aby zostali uwolnieni od grzechów.”

Na tę prawdę spójrzmy przez pryzmat Chrystusa. Wszystkie potkania Chrystusa ze zmarłymi opisane w Ewangeliach, kończyły się wskrzeszeniem! Ewangelie przedstawiają Chrystusa jako Syna Bożego i Zwycięzcę śmierci. W świetle tej prawdy rodziła się wiara w konieczność modlitwy za zmarłych. Apostoł Paweł modli się za zmarłego Onezyfora, który okazał mu wiele pomocy w rzymskim więzieniu oraz podczas pobytu w Efezie: „Niechaj mu Pan da w owym dniu znaleźć miłosierdzie u Pana!”. Z tej wiary rodzi się nasza modlitwa za zmarłych, której towarzyszą słowa anioła przy grobie Jezusa skierowane także do nas: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” (Kurier Plus, 2025).