|

517. Jak ty mnie poznałeś

 Przed laty opublikowano w gazecie „St. Petersburg Time” ciekawą historię, jaka się przydarzyła Donowi Shula, znanemu trenerowi drużyny “Miami Dolphins”. W czasie wakacji odpoczywał on wraz z rodziną w niewielkiej miejscowości stanu Maine. Pewnego deszczowego popołudnia wybrali się wszyscy do miejscowego kina. Weszli do oświetlonej sali kinowej. Na widowni było tylko sześciu widzów, którzy na widok wchodzących powstali, zaczęli się do nich uśmiechać i machać rękami. Don odwrócił się do żony i powiedział: „Mimo, że jesteśmy tysiące mil od Miami, oni nas tutaj znają. Pozdrawiają nas na stojąco. Zapewne oglądają w telewizji grę naszego zespołu”. A gdy już usiedli, podszedł do Shula jeden z widzów, aby mu uścisnąć rękę. A wtedy Shul zadał mu pytanie: „Jak ty mnie rozpoznałeś?”. „Ja nie wiem kim pan jest. Wiem tylko, że gdybyście nie przyszli, nie obejrzelibyśmy dzisiaj tego filmu. Kierownik kina powiedział, że gdy nie przyjdzie jeszcze przynajmniej czterech widzów, to film będzie odwołany”- odpowiedział zapytany.

Jeśli ktoś do nas podchodzi, aby podać nam rękę to czymś naturalnym jest myśl, że on nas zna. Ale gdy Shul zorientował się w czym rzecz był pierwszym, który śmiał się z samego siebie. A później opowiadał te historię innym. Tylko człowiek o wielkiej pokorze potrafi zachować się tak w podobnej sytuacji.