|

510.Głupcze, jeszcze tej nocy

Mariusz wyglądał na najpracowitszego człowieka na świecie i najbardziej oszczędnego, czy raczej skąpego. Przyjechał do Nowego Jorku z Polski kilkanaście lat temu. Może się wydawać, że wszystko w porządku. Pracowitość to pozytywna cecha, a ze skąpstwem da się żyć. Oczywiście dałoby, gdyby to nie było podszyte nadmierną chciwością. Mariusz pracował od świtu do nocy. Zaniedbał życie towarzyskie. Chyba w ogóle w tym czasie nie miał w ręku książki. Gazety tak, ale czytał je tylko na stronie z ogłoszeniami o pracę. Zasypiał zmęczony przy włączonym telewizorze. Oszczędzał na wszystkim, na czym się dało. Także na jedzeniu, co miało negatywny wpływ na jego zdrowie. Do kościoła uczęszczał do czasu znalezienia dodatkowej, dobrze płatnej pracy w niedzielę. Chyba jedyną jego radością było ciągle powiększające się konto w banku. W niedługim czasie kupił dom, później drugi i trzeci.  W zasadzie mógłby już utrzymać się z tych inwestycji. Cieszyć się życiem. Ale nie, Mariusz uważał, że musi jeszcze wiele odłożyć, a wtedy dopiero będzie miał czas na korzystanie z życia i na ewentualne odmawianie „różańców”. Na jedno i na drugie zabrakło mu czasu. Pewnego ranka znaleziono martwego Mariusza w fotelu, przy włączonym telewizorze z niedopitą butelką piwa.  

W jego życiu spełniły się słowa ewangelicznej przypowieści: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”.